…Po długim okresie wakacji wróciłam. Nie powiem, chciałam juz wrócić. ale powrót do domu jak się po kkilku dniach okazało łączy się z powrotem do szkoły. A to ju.z mnie niezbyt raduje.
Ogoilnie jakos sie tak banalnie czuje. Nie wiem zbytnio czemu ale… hm, tak bywa.
Te dwa miesiące wakacji, spokoju i odpoczynku od samej siebie niewiele mi daly. Wciąż nie rozumiem swoich uczuć. Wciąż chcę zmienić w sobie wszytsko (no dobra. Prawie wszystko. Podoba mi się mój nos, oczy i uszy. I nogi na upartego tez moga byc. Ja mowie zupełnie serio). I wciąż nie rozumiem JEGO. tzn, wciąż. Ja go chyba nigdy nie rozumiałam wbrew temu w co wierzyłam przez szmat czasu. Jednak. Jednak to wszytsko niegdy nie ulorzy się tak jak powinno.
Mimo to nie uważam, że to wszytsko jest do dupy. Te miesiące dały mi niewiele, aczkolwiek dały. Na przykład wiarę w to, że może byc lepiej czy to, że mimo możliwości załamki sie nie załamuję. Przeciez nie na tym świat polega.
Prawda?