Wczoraj był koncert DeG.. Mnie na nim nie było, ze względów rodzinno-edukacyjnych. Jednak wiem, że było świetnie, i cieszę się, że się tak dobrze bawiliście kochani :* Ja pojadę z Wami za rok, gdy będę już miała gdzieś szkołę, gdy już będzie po wszystkim. I zapewniam, że wtedy naprawdę będę gotowa uciec z domu na koncert ;)

Wczoraj była ostatnia kaligrafia w tym roku szkolnym. Następna we wrześniu. No, poradzę sobie chyba.. Chyba.

Jutro Yuri jedzie na egzamin. Trzymam za Ciebie kciuki, kochanie. Wierzę, że zdasz.
Co to za egzamin? Właściwie rozmowa kwalifikacyjna w języku angielskim na pięciotygodniowy wyjazd do Japonii. Ja będę mogła brać w tym udział dopiero za dwa lata, bo urodziłam się w listopadzie, i nie łapię się wiekowo na egzamin w maju. Ale trudno, przeczekam. I tak pewnie w przyszłe wakacje pojadę do Japonii. Wtedy mogłabym mieć nawet 3 lata pod rząd wyjazd do Japonii na wakacje *o* za rok na ten wyjazd, co już planuje, za dwa lata z egzaminu z ambasady, i za trzy lata też z ambasady *o* Oczywiście, nie wiem czy przejdę tą rozmowę, ale trzeba wierzyć ;)

W grudniu zdaję na 4 stopien Japanese Language Proficieny Test. Będzie się trzeba przyłożyć do kanji, ale całe wakacje przede mną.

Ano, wakacje. Jeszcze 26 dni do zakończenia roku. Odliczam. Ciągle i uparcie odliczam.
A do Londynu 63 dni.
Już się nie mogę doczekać :)
Wiosna w sercu, chociaż pogodzie, która właśnie jest za moim oknem to wiosny daleko. I naprawdę nie jest źle ^.^ Cieszę się z wielu rzeczy jak idiotka, chociaż dzisiaj w nocy płakałam w poduszkę.
Śniło mi się coś strasznego, chociaż sama nie wiem już nawet co to było.
Ale rano mi przeszło, i pojechałam na sushi, męcząc po drodzę ojca tekstami z „Chłopaki nie płaczą”.
Gdy doszłam do muzeum lotnictwa ojciec stwierdził, że nie da się mnie już bardziej zdemoralizować. Na to ja:
-W życiu musisz odpowiedzieć sobie na jedno, zajebiście proste pytanie: co chcesz w życiu robić? -A ty już sobie odpowiedziałeś? -Jarać blanty. -A jest jakiś zawód który się z tym wiąże? -Ambasador. -Chyba na Jamajce!
Usłyszałam, że mam wysiąść.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, mamusia stwierdziła
-No, bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście!

Bo wczoraj, gdy się dołowałam z powodu DeG’a, mama mnie naciągnęła na oglądanie tej kultowej, polskiej komedii. I mimo całej głupoty tego filmu, śmiałam się do łez. A może śmiałam się z głupoty tego filmu, a nie mimo niej?
W każdym razie, Grucha, nie oczekiwałbym wiele. Najwyżej kaczka.

No patrzcie, jacy Ci polscy scenarzyści są genialni. Tyle lat temu, kręcąc ten film, już wiedzieli o Kaczkach.
A ludzie jednak poszli na swoje.
I mamy, Kaczki kurwa jego mać.

Idę poudawać, że się uczę.