lavik blog

Twój nowy blog

.

2 komentarzy

Bo są takie miejsca, do których się wraca.
Gdy chce się odetchnąć, uciec, w jakikolwiek sposób.
Uciekam tam, gdzie nikt mnie o nic nie pyta. Gdzie mogę pomyśleć w spokoju, rozkoszować się widokiem, i samotnością.
Wspomnienia, szczęście i ból. Urok i brzydota zaraz obok.
Zebrałam myśli, ale niewiele mi to dało. Zaraz potem znów się narobiło.
Ale zawsze wracam.
Sama nie wiem czemu.
Bo to są po prostu te miejsca, do których się wraca. Po prostu, bez powodu, z radości czy ze smutku. Bezinteresownie, lub w jakiejś sprawie. A gdy leżę na pomoście, wszystko wraca. Ożywa w mojej głowie śmiech, a po twarzy płyną łzy.
Zawsze wracam.
Czy tego chce, czy nie.

[klik!] właśnie tam…

.

4 komentarzy

Nienawidzę Wielkanocy.
I Bożego Narodzenia też nienawidzę.
Atmosfery rodzinnej nie czuję, może dlatego, że nigdy nie miałam normalnej rodziny.
A i odpocząć mi nie dane, bo w świętamam dwa razy więcej roboty niż zwykle.
Matka się mnie w Wielki Czwartek pyta
-Czemu nie chodzisz do szkoły?
-Bo są święta, mamo… -_-
-Święta? W ogóle nie czuć.. A wiesz? Ja pierdole te Święta. Idę spać. Ty się zajmij wszystkim.

I w ten sposób jestem:
-sobą (czyt.: gotować, sprzątać, uwijać się, piec… bla bla bla)
-matką (czyt.: popędzać mnie, ewentualnie minimalnie pomagać w powyższych czynnościach, iść z psem)
-ojcem, którego i tak nigdy nie ma (i nie będzie)

Jakoś te całe święta nie przemawiają do mnie.
Wszystko.
Miłego śmigusa dyngusa.
Ja będę unikać ataków ze strony mieszkańców pobliskich wieżowców.

P.S. Zmiana szablonu. Na tym nowym znajduję się Shinya, perkusista Dir en Grey ^^
Wielki ukłon w stronę Rin za zrobienie dla mnie szablonu *^^*

.

6 komentarzy

Świat się wali, ale ja się nie poddam.
O nieee, co to, to nie.
Zawiodłabym nie tylko siebie.

Dość długo nie pisałam, więc teraz postaram się nadrobić.
W piątek (tj. 7 kwietnia roku pańskiego 2006 ;D) byłam na spotkaniu autorskim z Marcinem Bruczkowskim, autorem „Bezsenności w Tokio”.
Było bardzo miło, wybrała żem się tam z Xyu, i nie ma to jak siedzieć przed Collegium Novum o 21 i liczyć piętra (Tak, Xyu. Piąte. Nie pytaj, co mnie wtedy kusiło ;D).
Pan Autor, znaczy Marcin Bruczkowski, okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Dowcipnie odpowiadał na wszelkie pytania, i było naprawdę bardzo miło. Szkoda, że na „przedłużacz” nie udało nam się iść. A właściwie to mi, bo Xyu miała wolną rękę ;)

W sobotę była kaligrafia z sensei M., i nowe, coraz trudniejsze znaki ;D A przedtem naszłam trochę za wcześnie rano Yuri (rano?! o 11!), zastałam ją jeszcze w piżamie. Ubrałam w spódniczkę (kto zna Yuri, wie, że ona NIE NOSI spódniczek-nie to co ja..) i poszłyśmy zobaczyć moje buty.
No i wyjaśnijcie mi, dlaczego? Przez 2 miesiące przychodziłam do sklepu codziennie oczekując MOJEJ WYMARZONEJ kolekcjii. Przyszła i co? Nie ma mojego rozmiaru. Ani nawet rozmiar większego. No szlag by trafił.

A potem odliczałam w KFC 3zł na Longera.
No taaak bieda i pustka w portfelu ;) wyglądałam poniekąd śmiesznie, dodając grosik do dwugrosika ;P

Poza tym warto się pochwalić, iż rodzice Yuri mówią, że mam na nią dobry wpływ :D nie pytajcie dlaczego XD
Więc weekend uznaję za udany.

Za to w poniedziałek znów miałam awanturę z matką. Tym razem dla odmiany telefoniczną, gdy byłam w szkole. Ja już nie mam siły słuchać, jaka jestem i do czego się nadaje. Naprawdę.
Chcę tylko kończyć te cholerne 18 lat, i wyprowadzić się.
Jeszcze jak byłam w szkole, dzwoniła ze 4 razy. Nie odebrałam ani razu. Potem przepraszała, mówiła, że więcej nie będzie.
Jasne, zawsze jest tak samo.
Nie przyjęłam przeprosiń, wiedząc, że tego samego dnia wieczorem, bądź, jak dobrze pójdzie, natępnego ranka, będzie to samo.
Nie myliłam się ;)

A poza tym co..? Święta zaraz, co mnie nie cieszy, bo prezenty muszę kupić, a ja nie umiem w gusta rodziny trafiać. Poza tym spędzanie z rodziną czasu za przyjemną czynność nie uznaję.

Nareszcie mogę grać na perkusji, więc się cieszę, cieszę, cieszę! Hurray! Dostałam dostęp do perkusji szkolnej, więc będę mogła w końcu mieć kontakt z wymarzonym indtrumentem. A potem kiedyś kupię własną.
Jak będę miała własne mieszkanie.
Jak będę mieszkać sama.
Jak się stąd wyrwę.

~*~*~*~*~

A poziom diryzmu w moim życiu drastycznie to wzrasta, to spada, ale nawet jak spadnie jest największy w moim dotychczasowym życiu. Jak żałuję, że nie mogę jechać do Berlina na koncert. I nie zobaczę Shinyi ;__; No, ale nie w tym roku to za rok, nie za rok, to za dwa, a może kiedyś w Japonii! Ale napewno zobaczę Shinyę! *o*
A w momentach gdy poziom diryzmu opadnie, zasłuchuję się w delikatny głos Lee Hom Wanga.
Po czym wracam do ostrezjszych kawałków DeG (Swoją drogą,ciekawe doświadczenie słuchać najpierw spokojnego „Xing Zhong De Ri Yue” a zaraz potem „Umbrella”… ;D)

A energii mam w sobie tyle, że najchętniej bym się rozładowała na bębnach.
Ale bębny są w szkole, a ja w domu.
Muszę czekać do jutra :P

edit
Zaraz dodam linki do MU żeby ktoś,kto nie zna, mógł ściągnąć dwie „porównawcze” piosenki ;)

Umbrella
Xing Zhong De Ri Yue

.

3 komentarzy

bo ja chyba za dużo myślę.
i to wszystko.

…obiecuję.

a w tle
Dir en Grey „Mushi”

nie opuszczaj mnie

.

3 komentarzy

Spać w nocy?
Po co?

Dziś tak pięknie padał deszcz.

A teraz siedzę sama, a moje myśli próbują mnie zabić.
Niech przestaną!
Już nie wiem, czy to deszcz, czy myśli uderzają w szyby.
Dookoła ciemno.
Gdy byłam na deszczu, czułam się wolna, a teraz.. zamknięta w 4 ścianach najchętniej szukałabym ucieczki.

dare no koe mo todokanai nara watashi ga subete keshiteageyou
nandomo onaji ayamachi o kurikaeshita kanashimi ni furuetsuzukeru

W środę spotkałam się z Xyu ^-^ i było śmiesznie ;P bez żadnego celu przeszłyśmy pół centrum Poznania, i się umówiłyśmy na piątek na spotkanie autorskie z Marcinem Bruczkowskim, a w sobotę na jakieś wygłupy (już ja obudzę w Tobie dziecko, siło jrocka działaj! :D)

Aglaja kiedyś powiedziała, że muzyka Dirów przemawia do człowieka gdy ten cierpi. Od kilku dni nie słucham nic, oprócz DeG.
Nie, żeby coś mi specjalnie było.

.. bo ja..ja..
nieważne zresztą.

.

2 komentarzy

Bitwa w głowie.
Myśli uderzają w szybe niczym deszcz.
Ból i smutek, a zaraz radość i uśmiech.
Już sama nie wiem.
Nemure nai’yo
Nie mogę spać.

.

3 komentarzy

Jestem odrobinę zmęczona.
W dzień, zwany pospolicie sobotą, wstałam o nieludzkiej godzinie 8 rano,by udać się na drzwi otwarte do II LO
Straszne tłumy spowodowały, że po niecałej godzinie schowałam się w zaciszu mojej ulubionej kafejki, Femme Fatale. Niestety, Yuri ze swoimi pomysłami nie dała mi długo tam posiedzieć…
-Nama, mamy jeszcze ponad godzinę do kaligrafii! Pojedźmy na Stary Rynek!
Niechętnie, aczkolwiek zgodziłam się, zostawiając z bólem serca tartę cytrynową ;)
Okazało się, że to psychiczne stworzenie, które, tak się składa, jest moją przyjaciółką, chciało jechać kupić.. BOKEN! czyli drewnainy kij długości na oko 120cm służący do walki kendo. Jakież były miny ludzi, gdy szły sobie takie dwie ulicą- jedna ubrana jak „pajac” (znaczy ja), a jedna z kijem na plecach (znaczy Yuri). A potem zaczęło się…
-Namaaa…Głodna jestem!-kto zna Yuri ten wie, że te słowa są gorsze niż wyrok śmierci. Żeby uniknąć wylądowania w psychiatryku, zwinęłyśmy się do nabliższego czynnego miejsca podającego fast foody- McDonalda naprzeciwko Okrąglaka.
Nigdy więcej McDonalda! Chciałyśmy zjeśćszybko, a ponad 15 minut czekałyśmy na durnego hamburgera!
w ten sposób znalazłyśmy się obok Placu Wolności o godzinie 12.25…
Czyli szybko sumując, 5minut aby przejść/przejechać około 3km! Jak wiadomo, wtym kraju nie jest możliwe dojechać gdzieś tramwajem, więc.. poszłyśmy. A może raczej..pobiegłyśmy.
Spóźniłyśmy się na kaligrafię ZALEDWIE 15 minut, co było wręcz nieziemskim wyczynem, ale jak miało być inaczej, gdy każde przejście przebiegałyśmy na czerwonym.
Tak więc gdy już dobiegłyśmy, byłśmy czerwone i zdyszane, i na szczęście uniknęłyśmy tłumeczenia się przed profesor I. ;D

~*~*~*~*~

A potem, wracając, padał deszcz.
Jak ja dawno nie spacerowałam w deszczu.
Już zapomniałam, jak bardzo go kocham.
Tak dawno nie padał w taki piękny sposób.
Mimo zmęczenia, odpuściłam sobie tramwaj. Szłam pieszo, z Jeżyc na Junikowo, deszcz padał, ściekał mi z włosów, ja popadłam w nostalgię, myślałam o wszystkim i o niczym, obserwując mijające mnie tramwaje i samochody.
Ludzie chowali się przed deszczem, biegli w kapturach.
Stanęłam na środku chodnika, obserwując wszytsko z boku.
Byłam niewidzialna.
Kocham deszcz.

(..)
A jednak muszę prosić Cię

Codziennie pomyśl o mnie chociaż raz
Nieważne w jakiej porze dnia
Niech słowa Ci podpowie dobra chwila
Niech ustom śmiech przyniesie, a oczom blask
Nie znamy siebie dobrze, Ty i ja
Nikt nie wie, co się jutro zbudzi w nas
By szczęście zostało z nami
Codziennie pomyśl o mnie choć jeden raz

Nikt nam nie weźmie przeszłych dni
Nikt nie przekreśli naszych nocy
Lecz świt czasami wstaje zły
I obcą ciszą dzwoni dom
Więc my współcześni w środku dnia
Brońmy się wcześniej jak się da

Codziennie pomyśl o mnie chociaż raz
Nieważne w jakiej porze dnia
Niech słowa Ci podpowie dobra chwila
Niech ustom śmiech przyniesie, a oczom blask
Nie znamy siebie dobrze, Ty i ja
Nikt nie wie, co się jutro zbudzi w nas
By szczęście zostało z nami
Codziennie pomyśl o mnie choć jeden raz

Tylko mnie kochaj.

.

13 komentarzy

Sięgnij po gwiazdy, mówię Ci! One wcale nie są tak wysoko. Wystarczy lekko się odbić i oderwać od ziemi. One świecą dla Ciebie, ale Ty w to nie wierzysz. Boisz się uwierzyć, boisz się tego, co Cię otacza..
A ja? Chce Ci pomóc, ale nie wiem czy potrafię.

~*~*~*~*~

A ja?
*Ja zasypiam na stojąco.
*Dostaję na glowę, bo nie mogę już usiedzieć w jednym miejscu.
*do szkoły chodzę, ale nic nie pamiętam.
*jem Princesse w gorzkiej czekoladzie i nic poza tym
*fotografuje obcych ludzi w autobusie
[na przykład:
[klik!]
i jak?:D]
*myślę o wakacjach
*chcę wakacji
*i chyba zrobię sobie wakacje
*zgubiłam rachubę czasu, nie wiem jaki jest dzień tygodnia [z przerażeniem zagląda do kalendarza] ahh, środa wieczór.
*wiosna? chyba w dupie,za przeproszeniem. Ani widu, ani słychu. Tylko, że porzuciłam ciuchy zimowe ;) co z tego, że dziś były 3 stopnie i padał śnieg, nośmy trampki, a co!
[klik!]
*bułki sojowe mi kradną!
*od poniedziałku żywię się tylko princessami, bo bułek sojowych nie ma.
*popijam 12 apapów 3 kartonami mleka.

.. Naprawdę, naprawdę, naprawdę oszalałam.
Zbyt długo w jednym miejscu.
Muszę gdzieś jechać.
GDZIEKOLWIEK.

Mam taki bałagan w myślach, że chyba nawet w pokoju takiego nie mam. A gwoli ścisłości, oto mój pokój:
[klik]

W głowie maj, choć wcale mnie do słońca nie ciągnie. Powiem więcej- irytuje mnie ostatnio, że słońceod czasu do czasu świeci jak głupie, bez sensu ibez celu =_= może to prawda, że zima mi uderzyła na psychę.
Jedyny namacalny plus tego, że we wtorek jest Pierwszy Dzień Wiosny to druga nazwa tego dnia, mianowicie Dzień Wagarowicza.
stąd uciekamy ;)

W głowie wakacje, Londyn, mgła i deszcz. Dla kontrastu oprócz Londynu słoneczne i arabskie Maroko bądź egzotyczna i fascynująca Tajlandia. Które ja wolę, to oczywiste, aleportfel Taty jednak wybiera to pierwsze-nie narzekam, źle nie jest ;) Byłabym naprawdę wyrodną i zadufaną osobą.
No bo chyba nią nie jestem?

Potrzebuję odpoczynku od szkoły,od monotonii. Od wstawania o 6.20, siedzenia w szkole do 15, uczenia się i odrabiania lekcji. Chcę się zabawić, zaszaleć a potem to odespać ;) wiem, że wymagam zbyt wiele w trakcie roku szkolnego.
Na dodatek w zeszłą sobotę nas targali do szkoły-mieliśmy Drzwi Otwarte.
Siedziałam w sali Geograficznej i generalnie.. I tak nikt nieprzychodził.. A Polsat w naszej szkole ma całkiem dobry odbiór ;)

W głowie liceum, choć podobno mam jeszcze czas ;) generalnie już drugi raz..już drugi raz nie wiem co robić
Jużod dawna byłam zdecydowana na jedną szkołę, wkońcu zmieniłam zdanie kilka miesięcy temu. A teraz im więcej o tym myślę, tym więcej wątpliwości mnie nachodzi.

Co pewien czas ciemno przed oczami i smutno, ale podobno mam być silna. Czasem nie wiem czumu tak się dzieje.
By the way.
Ktoś powiedział mi, że świkat nie jest zły.
Chyba nie jest.
Kocham świat. Łąki o poranku, których trawy skąpane są w rosie, małe kwiatuszki o drobnych płateczkach i cieniutkich łodyżkach. Kocham słońce w południe, zapach liści wieczorem. Kocham szelest w deszczowe dni, srebrne kropelki deszczu spadającego z szerokiego nieba. Migocące gwiazdy przyklejone na nieboskłonie nocą i letni wiaterek muskający policzki za dnia. Kocham woń lotosów unoszących się lekko na błyszczącej tafli wody w te smutne dni. Radosny śpiew ptaków i unoszący się w powietrzu smak życia, w ten czas, kiedy wszystko miało jeszcze jakiś sens i znaczyło bardzo wiele. Świat… zadziwiający swoją doskonałością, bezinteresowny, stały, biegnący według twardych zasad własnego istnienia. A ludzie…????? Oni są… przebiegli… są zdrajcami, od kiedy urodzą się… od kiedy zbrukają tę ziemię sobą. Niewrażliwe potwory, którym brakuje opanowania, stałości i reguł. Wciąż prześcigają się aby być lepszym, żeby pokazać innym jacy są słabi i głupi. Ludzie, nigdy nie zrozumieją po co tutaj naprawdę są. Szukają wciąż nowych rozwiązań, jednakże jakby się nie starali; nie znajdą prawdziwego celu. Ludzie są niczym…To, co piękne i czyste nigdy nie stworzył człowiek ani też nigdy nie stworzy…. Obudź się… wyrwij ze snu, w jakim tkwisz…. To tylko chwila, minie szybciej niż myślisz….. // M.T.

dziękuję. Wiele dla mnie znaczysz.

1 komentarz

Widziałam słowika ze złamanym skrzydłem
Mógł nadal śpiewać, cieszyć się wiatrem i słońcem
Ale to było mało, bo pamiętał te dni
Kiedy latał po niebie

Widziałam drzewo ze złamaną gałęzią
Mogło nadal szumieć na wietrze, cieszyć się wiosną
Ale to było mało, bo pamiętała te dni
Kiedy sięgała do nieba

Widziałam dziewczynę ze złamanym sercem
Mogła nadal patrzeć na niego, cieszyć się zwykłym uśmiechem
Ale to było mało, bo pamiętała te dni
Kiedy dzieliła z nim niebo

Aby więc zaznać prawdziwego szczęścia należy zapomnieć,
że kiedyś
miało się więcej…

[klik]
[klik]


  • RSS